poniedziałek, 8 stycznia 2018

Gorset - jak się go robi?



Jakieś 4 miesiące temu, we wrześniu pojechałam by zrobić gorset.

Podjechaliśmy pod ładny dom – szczerze mówiąc myślałam, że to będzie w szpitalu – i zadzwoniliśmy. Przed domem leżał pies, który dał mi się pogłaskać, ale nie wszedł z nami do domu.

Razem z tatą poszliśmy do pokoju, gdzie byli dwaj mężczyźni: jeden starszy, drugi młodszy. Pytali o skoliozę, ile mam stopni, od jak dawna o niej wiemy itd.

Potem poszłam z tym młodszym mężczyzną do łazienki, gdzie na podłodze było pełno folii. Musiałam się rozebrać do majtek, które zostały owinięte folią, by się nie ubrudziły. Pan owinął mój tułów, do ramion włącznie gipsem. Gdy zaschnął, rozciął tą gipsową kamizelkę w połowie pionowo, zabrał, odwinął mnie z folii i wyszedł. Wzięłam ze sobą ręcznik z domu, by się nim wytrzeć, bo cała byłam w gipsie. Potem ubrałam się i wyszłam z łazienki.

Poszłam do tego pokoju, gdzie panowie rozmawiali znowu z moim tatą. Po kilku minutach wyszliśmy, a po gotowy gorset mieliśmy przyjechać za kilka dni. Podczas całego gipsowania, pan ze mną rozmawiał, głównym tematem były moje urodziny, które swoją drogą miałam mieć za miesiąc.

 

Naprawdę nie ma się czego bać, panowie są bardzo mili, jeśli jest taka opcja, trzeba iść, a kto wie – może gorset pomoże?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz