Nazywam
się Agata, mam 13 lat. Mieszkam w Katowicach. Na tym blogu będę opisywać moją historię
o skoliozie.
W
te wakacje zdiagnozowano u mnie skoliozę.
Zwykle
w nowym roku szkolnym, dzieci i nastolatki poznają nowych ludzi, przedmioty i
postanawiają zacząć rozwijać nowe pasje; cóż, ja w nowym roku szkolnym zaczęłam
walkę ze skoliozą.
Od
września noszę gorset ortopedyczny, nie chodzę na w-f i zrezygnowałam (wbrew
mojej woli) z gimnastyki, którą uprawiałam i bardzo lubiłam.
Brakuje
mi sportu.
Gdy
okazało się, że mam skoliozę – był to szok dla wszystkich. Przecież ćwiczyłam
już półtora roku gimnastykę, potrafiłam robić gwiazdy, szpagaty, stania na
rękach i przedramionach. Na występach nie było nic widać.
Szczerze
mówiąc w maju 2017 podczas robienia gięcia w tył poczułam dziwne uczucie w
plecach, gdzieś pod łopatkami. Trudno to wytłumaczyć, ale nie był to ból, tylko…
czułam, że nie mogłam przez chwilkę oddychać (np. jak się spadnie z huśtawki na
plecy) i nie mogłam się zgiąć bardziej ani znowu wyprostować. Wiem jak to
brzmi, ale często podczas rozciągania bolały mnie mięśnie i ścięgna, więc
stwierdziłam, że to normalne.
Kolejną
rzeczą, która w jakimś stopniu wskazywała początki skoliozy były nierówne wielkością piersi. Stwierdziłam, że chcę mieć taki prawdziwy
biustonosz i poszłam z mamą do takiego sklepu. Żaden na mnie nie pasował (poza
tym były nie wygodne!), bo jak już wspomniałam, jedną pierś miałam większą od
drugiej. U dorastających dziewczyn takie rzeczy się zdarzają, więc również
uznałam to za normalne.
Pod
koniec roku szkolnego moja mama zauważyła, że schylając się, mam jedną stronę
pleców wypukłą.
W
lipcu poszłam do rodzinnego lekarza, który ''przerażony'' stwierdził, że mam
zaawansowaną skoliozę. Skierował nas do specjalistów w tej dziedzinie, w
Piekarach Śląskich. Tam powiedziano mi, że muszę jak najszybciej zacząć nosić
gorset, bo grozi mi operacja. Mam prawie 50* stopni.
Tak
więc mała, ale bardzo dobra rada: Chodźcie do lekarza się badać.